Blog > Komentarze do wpisu
Dzień ósmy, dziewiąty i dziesiąty...

Czyli poniedziałek, wtorek i środa.

Menu jak w zeszłym tygodniu w tych dniach.

Ale spadki wagi mniejsze:

Poniedziałek – 100 g

Wtorek – 500 g

Środa + 100 g (po wtorkowym basenie – pewnie tłuszcz przemienia się w mięśnie :-)

i dzisiaj rano, tj. o 02.15 – 500 g.

Czyli sumaryczny spadek po 10 dniach kuracji to 5.000 g.

Do końca zostały 3 dni: dziś, jutro i sobota. Na niedzielę przygotuję kotleciki jagnięce z rozmarynem wg przepisu z  dodatku GW Nowa Kuchnia Polska, z ostatniej soboty (03.03.07), plus shiraz Rooiberg. Przepis brzmi pysznie, a ten shiraz jest zawsze doskonały. Już się nie mogę doczekać końca diety! :-)

W sumie, dzięki hektolitrom wypijanej wody nie chodzę głodny, ale doskwiera brak kawy. Okazuje się, że łatwiej nie pić alkoholu, niż kawy. Człowiek po obiedzie robi się senny i przesypia wieczór, tak jak wczoraj. A w pracy to momentami idzie ocipieć, tak by się chciało napić kawy…

Ale z drugiej strony, jak się piło po 6-8 kaw dziennie, to taka wodna odmiana tylko dobrze może zrobić. Trzeba będzie przejść na reżim 3 kaw – śniadanie, po lunchu i po obiedzie.

Żona wyczytała, że włoskie kawy wcale nie są najlepsze (my pijemy arabikę Lavazza, w czarnej puszce), a jedynie najlepiej rozreklamowane. Ponoć najlepszą kawą jest arabika z Kenii, i że można ją zamówić przez Internet. No i właśnie czekamy na dostawę, będziemy mogli sprawdzić.

OK., to teraz trochę o polityce.

W niedzielę był Marsz Solidarności Kobiet, z którego zapamiętałem prze-pocieszny komentarz/manipulację z rządowej telewizji (wiadomości TVP1) odnośnie liczby uczestników marszu i kontr-protestujących  osobników z MW. TVP1 poinformowała, że w marszu uczestniczyło ok. 1.500 osób, natomiast liczba kontr-protestujących była mniejsza. Ładny eufemizm – bo było ich jedynie ok. 40 osób. :-)

Z wieczornych ciekawostek niedzieli warto wspomnieć o artykule na portalu GW o klasztorze klarysek - Klaryski ujawniają w internecie tajemnice zakonu Przy tej okazji nasuwa się  pytanie, ile z tych biednych kobiet dało się zamknąć „na życie” z rzeczywistego powołania, a ile z biedy, ile zostało ogłupionych przez werbowników, a ile tam poszło ze strachu przed realnym światem „na zewnątrz”. W sumie można im tylko współczuć…

W poniedziałek - Znani dziennikarze odmawiają lustracji..., temat na kilka dni, jeśli nie tygodni. Wsłuchuję się w różne argumenty i wydaje mi się, że nie można potępiać ani tych, którzy złożą oświadczenia, ani tych którzy ich nie złożą. Ewa Milewicz ma prawo odmówić, jej argumenty są logiczne i przekonujące, ale z tą odmową wiążą się pewne niemiłe konsekwencje, na które odmawiający nic nie poradzi, a z drugiej strony nie można mieć pretensji do tych, którzy nie czują się bojownikami o swobody obywatelskie, a chcą jedynie „w spokoju” wykonywać swoją pracę, w takim środowisku prawnym, jakie aktualnie istnieje…

Ciekawa dyskusja na ten temat na forum Kraj, i ciekawe argumenty Apoplawsa w wątku "Milewicz i Mazowiedki nie złożą oświadczeń" :-)

We wtorek po południu byłem na „Rysiu”. I w sumie, poza tym, że ciut przydługi, to całkiem fajny! Może dlatego, że wybierałem się obejrzeć gniota, po tych wszystkich krytycznych recenzjach. I może to właśnie jest sposób na średnie filmy?
Spodziewać się najgorszego, a potem przekonać, że to ani najgorsze, ani nawet złe... :-)

A wieczorem we wtorek jeszcze lektura informacji o komentarzu Szmajdzińskiego do słów Kaczyńskiego o hołocie, która budowała socjalizm dla hołoty. Szmajdziński był nadmiernie grzeczny, cytując prezydenta: "spieprzaj dziadu". Ja bym tu użył mniej cenzuralnego „spierdalaj dziadu!”. Czemu to chamidło Kaczyński (za Lepperem) obraża miliony Polaków, w tym mnie?! Urodziłem się w PRL, dla mnie to była moja ojczyzna, w której zdobyłem wykształcenie, podjąłem pracę, założyłem rodzinę, zbudowałem dom i posadziłem drzewo. I teraz jakiś brat durnia nazywa mnie hołotą.

A poszoł ty won, socjopato!  

                                                            

Środowy wieczór przespałem i nie wiem co nowego w polityce…

Nadrobię to dzisiaj. 

I to by było na tyle. :-)

czwartek, 08 marca 2007, taziuta

Polecane wpisy

Komentarze
auel
2007/03/08 05:19:30
Dzięki za polityczne podsumowania i oceny. Zupełnie spokojnie można darować sobie oglądanie gadających głów, wystarczy poczytać Ciebie. Konkretnie, jednoznacznie.
Gratuluję postępów w odchudzaniu. Z powodów i Tobie znanych - kawa to jest to - wybieram zawsze wariant pozwalający na tą używkę. Dzięki kopenhaskiej diecie schudłam 7, odrobiłam w 4 miesiące. Brak wytrwałości.
Od roku wykorzystuję wariant inny. Efekt minus 13, przybyło - zero.
-
2007/03/08 20:39:47
Dzięki za dobre słowo.
A jak już się pochwaliłaś efektem, to pochwal się jeszcze, na czym ten wariant polega. :-)
-
2007/03/08 21:14:40
Dieta owocowo warzywna, ale tylko dwa tygodnie. Jak najmniej słodkie owoce. Woda mineralna. Piłam kawę czarną, choć miała opóźniać efekty, dla mnie była zbawieniem, bo nie chciało mi się jeść.
Odechciewa się jesć w ilościach jakie przed były normą.
Później warzywa w zupie lub surowe. Przez te pierwsze dwa tygodnie nie ma mleka, sera, mięsa. Później, jak z niemowlakiem, stopniowo wprowadzane.
POczytaj w sieci o dietach oczyszczających. To był dla mnie wariant najlepszy. Na początku miałam sensacje typu pryszcze, brzydka cera. Nie jem do dziś , a raczej staram się choć bez rygoryzmu, chleba, ziemniaków i makaronu. Czasem złamię jakiś zakaz.