Blog > Komentarze do wpisu
Część 2. Ciąg dalszy relacji z pierwszego rejsu SAM-a

Podział relacji wynika z ograniczeń wielkości pojedynczego wpisu. Sorki! :-)


13.11.07, 08:38  

Most się jednak wieczorem nie otworzył. Rano, skoro świt, ruszyliśmy szukać alternatywnego przejścia, ale okazało się ono być dla nas za płytkie (takiej nam w każdym razie, jak się później okazało nieprawdziwej, informacji udzielił jakiś niekompetentny urzędnik z ichniego magistratu zarządzającego mostami w prowincji Frizja). No więc wracamy pod Fonejachtbrug, który ponoć ma się otworzyć o 9-tej.
Zobaczymy...

13.11.07, 12:57 



W końcu nie otworzyli nam mostu Fonejachtbrug i musieliśmy zawrócić kilka kilometrów i wpłynąć w boczną drogę, gdzie były dwa mosty i prześliczna mała miejscowość, w której narobiliśmy mnóstwo zdjęć i nie zapłaciliśmy mostowemu 1,1 EUR. Nie zapłaciliśmy, bo tabliczka o opłacie była za mostem, a nie przed! (w każdym razie, tak byliśmy zafascynowani wspaniałymi widokami dookoła, przed mostem, że wówczas malutkiej tabliczki o opłacie nie zauważyliśmy…). Byliśmy w ruchu, bez przygotowanych drobnych i tylko mogliśmy przeprosić gościa, gdy podawał nam na wędce drewnianego holenderskiego chodaka, do którego powinniśmy byli uiścić opłatę... :-)

A teraz stoimy w środku Leeuwarden czekając na koniec przerwy na lunch lokalnego mostowego, któremu będziemy musieli zapłacić 6 EUR. Tym razem tabliczka jest (niestety) przed mostem. :-(

No to na razie!

Minęliśmy Leeuwarden i dalej płyniemy w nieznane...

13.11.07, 15:29

Ok. 14,25 minęliśmy ostatni z 11 mostów Leeuwarden i dalej płyniemy na własne ryzyko. Od rana jesteśmy wydarzeniem dnia lokalnego biura zajmującego się otwieraniem mostów. To jest to samo biuro, tyle że inna osoba, które wczoraj obiecało nam otwarcie mostu Fonejachtbrug o godz. 18.00, i nie otworzyło, a potem rano nam powiedziało, że mamy czekać do 9-tej, to nam otworzą, a około 10-tej, jak zaczęliśmy się skarżyć na to, że już drugi dzień stoimy przed mostem, który się nie chce otworzyć, nowa osoba kazała nam zawrócić kilka kilometrów i pojechać inną drogą. Tak zrobiliśmy, i dopłynęliśmy szczęśliwie do w/w Leeuwarden. Ale tutaj już nie posłuchaliśmy tego pana, który kazał nam płynąć na zachód do Harlingen, czyli na Morze Północne tuż nad IJsselmmer, nad którym leży Lelystad, z którego wyszliśmy w niedzielę...

Wbrew zaleceniom biura mostowego (które twierdzi, że przed nami śluza, która w tej chwili jest jeszcze otwarta ze względu na wysoki stan wody, ale która może zostać w każdej chwili zamknięta, i nie będzie wówczas obsługiwana z powodu jakiejś awarii) płyniemy dalej na wschód na własne ryzyko. Będziemy nocowali w Dokkum (jak dopłyniemy przez 17-tą, o której to porze przestają otwierać mosty) i rano zadzwonimy do naszego miłego pana z provinzamtu, który obiecał przygotować nam na ósmą (kiedy to zaczyna pracę) informację, czy śluza została w nocy zamknięta, czy nie. Jeśli będzie otwarta, to przed nami ok. 4 godzin i przywitamy się z Morzem Północnym na wysokości Waddenzee. Jeśli ją zamkną, to czeka nas powrót 2,5 dnia do wyżej wspomnianego Harlingen, skąd morzem do Waddenzee będziemy mieli następne 1,5 dnia... Innymi słowy, gramy o 4 dni! Jeśli przerżniemy, to będziemy musieli zostawić łódkę w marinie przy wejściu do Kanału Kilońskiego, bo mój kapitan musi wracać do pracy. Ja zresztą też. I wówczas będziemy kontynuowali naszą podróż w grudniu, bo wcześniej mamy poumawiane spotkania.

Ale to się wyjaśni dzisiaj wieczorem, lub jutro rano...
No to póki co! :-)

13.11.07, 23:18

Stoimy w Dokkum.




Porobiliśmy zakupy, bo skończył nam się polski chleb i piwo. Teraz będziemy jechali na holenderskiej wacie i Grolschu. A rano się wszystko wyjaśni.
Dobranoc! :-)



czwartek, 22 listopada 2007, taziuta

Polecane wpisy