Blog > Komentarze do wpisu
Część 1. Rejs jachtem SAM z Lelystad Holandia do Heiligenhaven Niemcy


Relacja spisywana i publikowana "na żywo" na forum PISMO.

Z Lelystad do Lemmer, czyli dzień 1-szy :-)


11.11.07, 21:43


Odkładaliśmy wyprawę od środy, ze względu na sztormową pogodę, aż w końcu przestaliśmy ją odkładać i najpierw w sobotę (10-go listopada) wypłynęliśmy z Lelystad na 2-godzinny rejs próbny (po którym to rejsie, i po wcześniejszych oględzinach na lądzie, surveyor stwierdził, że łódka, jak na swój wiek, jest ok., i że możemy nią płynąć do Polski), a następnie dzisiaj przed południem wyruszyliśmy w drogę do domu. Przed południem, zamiast rano, bo w nocy wiała nam minimum 9-ka. Staliśmy przycumowani przy pomoście i tak duło, że kilka razy wstawałem, żeby zabezpieczyć różne hałaśniki. A to fał grota, który stukał o maszt, a to rumpel steru, który tłukł w burtę, a to panele słoneczne, które też były przymocowane na słowo honoru. I na tym zeszło mi pół nocy i zaspałem... Nie tylko ja zresztą, bo tak samo zaspali mój kapitan i jego żona. Wstaliśmy przed 9-tą, następnie kąpiel i śniadanie z podgrzewanym w piekarniku gazowym chlebkiem pasterskim (mniami), i ani się obejrzeliśmy a była 11-ta.




W związku z utrzymującą się sztormową pogodą postanowiliśmy pójść drogą lądową. Tyle, że do wejścia do kanału musieliśmy przepłynąć ok. 28 mil z Lelystad do Lemmer.




Pod wiatr, który wiał z siłą od 5 do 7 w skali beauforta.


 


 

Płynęliśmy na samej genui, którą w zależności od siły wiatru zwijaliśmy lub rozwijaliśmy. Wsio taki, nie zdążyliśmy przez 17-tą, czyli godziną zamknięcia śluzy. Do Lemmer dotarliśmy dopiero przed 19-tą...
Nocujemy więc w marinie o wdzięcznej nazwie Friese Hoek, co by to nie znaczyło.

Zrobiłem świetne (mam nadzieję) zdjęcia, jak momentami płyniemy pod wodą. Jeśli wyszły, to może jutro znajdę czas żeby je wkleić do internetu. Na kanałach nie będzie tak wiało, więc jutro i pojutrze będzie raczej spokój. Poza wspaniałymi widokami i przerwami na zwiedzanie miasteczek na holenderskiej prowincji. Przed nami ok. 100 km drogi po kanałach, rzekach i jeziorach. I kilkanaście mostów, które będą się otwierały, żeby nas przepuścić. :-)

I to by było na tyle. A, i jeszcze jedno, jak się człowiek właściwie ubierze to nie ma problemu marznięcia na łodzi, nawet w sztormie. :-)


 

Dzień drugi z Lemmer do...

12.11.07, 16:25

Z żagli dzisiaj niestety były nici. Wiało tak samo jak na morzu. W końcu Holandia to płaski kraj i nie miało co wytłumić wiatru... Wstaliśmy przed siódmą i wyszliśmy przed ósmą. Ale trochę musieliśmy poczekać przed śluzą, bo mnóstwo barek płynęło w przeciwnym kierunku, i dlatego śluzę opuściliśmy dopiero ok. 10-tej.


 



 

Minęliśmy dzisiaj 5 mostów, które się pięknie na nasz widok same otwierały, ale szósty nie chciał. I właśnie przed nim cumujemy, czekając do osiemnastej, kiedy to ponoć go otworzą. Nazywa się Fonejachtbrug i są to właściwie dwa mosty, jako że nad głowami przelatuje nam autostrada. Ale po szóstej to już będzie ciemno i pewnie daleko
nie popłyniemy...


Widoki były rzeczywiście bardzo ciekawe, ale też przewidywalne: wiatraki, domki poniżej poziomu wody, prześliczne przystanie przy domkach, itd. Nuda! :-)

Poćwiczyliśmy pływanie na autopilocie z pilotem (zdalne sterowanie sterem, z pilotem na kabelku :) Działa ok., poza momentami mijanek z barkami, które odchylają wskazania pola magnetycznego i autopilot głupieje.
Czyli, i tak trzeba zachować czujność! :-)
I to by było na tyle, na razie!

czwartek, 22 listopada 2007, taziuta

Polecane wpisy