Blog > Komentarze do wpisu
Część 8 i ostatnia. Przejście z Heiligenhafen do Szczecina.
02.12.07, 01:32

...
> Prognoza pogody mówi, że będziemy mieli korzystny wiatr przez całą
> noc, sobotę i niedzielę, ale w niedzielę wieczór i poniedziałek
> już nie...
>
> Czyli nie ma co czekać, trzeba uciekać! :-)

Z Heiligenhafen wypłynęliśmy w piątek o 21.00 i do Świnoujścia dotarliśmy ok. 23.00 w sobotę. Czyli 26 godzin żeglugi non-stop. Teraz idę spać, ale obiecuję momenty! Czerwona oberża, 9-tka na Arkonie, itp. Ale chyba dopiero w poniedziałek, na blogu taziuta.

Dobranoc! :-)

/OK., no to teraz trochę więcej szczegółów o wyjściu z Heiligenhafen. Dojechaliśmy tam tuż po osiemnastej, uprzedzając wcześniej, z granicy, że będziemy za ok. 4 godzin, i prosząc o podłączenie prądu, do ładowania akumulatorów. Gdy dotarliśmy do stoczni, okazało się, że właściciel czeka na nas, z łódką podwieszoną na dźwigu, cobyśmy jej nie ukradli i nie odpłynęli bez uregulowania należności za naprawę. Widocznie właściciel stoczni ma złe doświadczenia ze swoimi rodakami, o których słyszeliśmy też w Szczecinie, że potrafią zlecać szereg prac, a potem odpływać, bez uregulowania należności, ciemną nocą. (Akumulatory nie były naładowane...).

Trudno, przełknąłem tę zniewagę, tym bardziej, że zanim poszliśmy do łodzi, wcześniej musiałem uregulować należność za naprawę. Gdy byłem tam w piątek przed 2 tygodniami, to w 3 godziny mechanik zrobił praktycznie wszystko, pozostało tylko odpowietrzenie ostatniej części instalacji. To znaczy, tak mi się (tylko) wydawało. Bo wg właściciela stoczni, ten ostatni szlif zajął im 5 godzin. Razem 8 godzin! Każda po 50 EUR... Gdy poprosiłem o specyfikację wykonanych prac i roboczogodzin, powiedział że nie ma jej gotowej, i że może ją przygotować na poniedziałek (była 18.10 w piątek, w który chcieliśmy zaraz, za chwilę wyjść na noc w morze...). OK., pogodziłem się, że specyfikacji nie otrzymam i poprosiłem o rachunek. Wówczas się dowiedziałem, że nie ma rachunku, bo w trosce o to abym nie musiał płacić ichniego VAT, czyli MWST, żadnego rachunku nie przygotował. Mam zapłacić mu "na rękę" 480 EUR, i już! Te ostatnie 80 EUR za to, że łódź stała u niego przez tydzień, tak jakby bez tego stania mógł mnie wcześniej naciągnąć na 400 EUR, za 8 godzin pracy nad silnikiem, i 40 EUR za materiały, czyli 1,5 metra gumowego przewodu paliwowego...

Nic to, zapłaciłem, i od tamtej pory nazywam gościa Czerwonym Oberżystą... Zastanawiam się nad zawiadomieniem niemieckiego fiskusa o tym, że gość odmówił mi wystawienia rachunku i specyfikacji, mimo że gotów byłem zapłacić ten rachunek w wysokości powiększonej o 19% ichniego VAT. Mam nawet świadków, że trafiłem w jego łapy - hafenmeister z przystani jachtowej oraz rybak, który mnie holował do stoczni. Ciekawe jak by się mój "stoczniowy złodziej" tłumaczył fiskusowi z braku jakiegokolwiek wpływu za naprawę mojej łodzi?

Nic to, zapłaciłem, łódź została spuszczona na wodę, achtersztagi przymocowane (dla "bezpieczeństwa" nasz stoczniowiec zdemontował również te liny...) i ok. 21-szej wyszliśmy na Bałtyk, a już około 12-tej w południe minęliśmy Arkonę, czyli północny cypel Rugii, i skręciliśmy na południe, w stronę Świnoujścia, dokąd dotarliśmy w sobotę (02.12.07) po 23-ciej.

Cały czas wiał miły baksztag, 3 do 4 beauforta, natomiast po minięciu Arkony wiatr wzrósł do 5-6, a w porywach do 9 w skali beauforta. Porobiliśmy trochę zdjęć, które zamieszczam poniżej:/

02.12.07, 22:11

Z mariny w Świnoujściu wyszliśmy o 07.30, i o 10.10 wpłynęliśmy na Zalew Szczeciński (jest to tylko 11 km, ale na Kanale Piastowkim był b. mocny prąd, w związku z cofką cofki - tak około 2 węzły, w pysk). Następnie przepłynięcie bajdewindem 20 km w poprzek Zalewu Szczecińskiego zajęło nam 1 godz. i 40 minut. Gdy dopływaliśmy do Trzebieży, zauważyliśmy motorówkę-katamaran, który czaił się przy torze, w oczekiwaniu na nasze przejście. Gdy gominęliśmy, ruszył w ślad za nami, ze 20 metrów z tyłu, utrzymując nasze tempo, czyli tak ok. 7 węzłów. I tak sobie razem wpłynęliśmy na Roztokę Odrzańską, gdzie motorówka postanowiła zawrócić do Trzebieży, ale przy zwrocie jej kapitan wyszedł z kabiny na pokład dziobowy, żeby do nas pomachać. I wówczas Tomkowie rozpoznali, że jest to Michał S., znany (w każdym razie, im znany:) żeglarz z Trzebieży, dorabiający sobie czarterowaniem łodzi lub siebie, w charakterze kapitana. Gdy go okrzyknęli po imieniu, okazało się, że on też sobie ich kojarzy. Najważniejsze, że zgodził się popstrykać nam zdjęcia moim aparatem fotograficznym. Dzięki temu mamy mnóstwo zdjęć, gdy płyniemysobie pod zrefowanymi żaglami po Roztoce Odrzeńskiej, pstrykanych z lewej i prawej burty, i od dziobu. Jak znajdę czas żeby je obrobić, znajdziecie je na blogu taziuta. :-)


Cały czas mieliśmy sympatyczny wiatr, ale po sobotnich doświadczeniach na wysokości Arkony, gdzie wiała nam (w porywach) 9-ka, straciliśmy zdolność oceny prędkości wiatru. Na jeziorze Dąbskim, w którymś momencie, Krystyna zapytała Tomka jaką prędkość wiatru ma wpisać do dziennika, i usłyszała, że chyba 4-kę. Przez ciekawość sięgnąłem po wiatromierz i okazało się, że wieje 6-ka! :-)

W każdym razie, o 17.00 byliśmy już zacumowani w przystani Pogoni w Szczecinie. Czyli przejście z Heiligenhafen (spod Lubeki) do Szczecina zajęło nam na czysto (bez 7-godzinnego noclegu w Świnoujściu) 37 godzin! :-)

I to już jest koniec relacji z przeprowadzenia jachtu SAM z Lelystad w Holandii, do przystani Pogoni w Szczecinie. W najbliższy weekend planuję rejs rodzinny po jez. Dąbskim, a zaraz po niedzieli wyciągamy łódkę na ląd, na zimę. Czyli do relacji z dalszych przygód SAM'a wrócimy na wiosnę!

poniedziałek, 03 grudnia 2007, taziuta

Polecane wpisy

  • Nowy pierwszy sezon żeglarski

    Mam już kilka małych rejsów za sobą, i pora je opisać, zanim zapomnę szczegółów. :) Zacznę od przygotowania do sezonu - majster/malarz oczyścił/oszlifował kadłu

  • Część 6. Jesteśmy na Bałtyku!

    Ciąg dalszy wpisu. 20.11.07, 15:25 O dziesiątej rano (poniedziałek 19 listopada) wyruszyliśmy w drogę i ok. 11-tej w końcu wpłynęliśmy na Bałtyk. Wyszliśmy

  • Część 5. Kanał Kiloński i kolejna awaria...

    Przejście przez Kanał Kiloński 20.11.07, 15:25 Jak pamiętacie, poprzedni odcinek mojej relacji zakończyłem na nocnym postoju na 21 kilometrze Kanału Kiloński

Komentarze
soulworm
2007/12/11 20:59:25
szalejesz, chlopaku! zazdroszcze przygody!
-
2007/12/18 13:46:01
Dzięki!
W sobotę odbyłem ostatni rejs w tym roku, po jeziorze Dąbskim. Piękna pogoda, tj. ładne słoneczko i tylko ok. 0 stopni Celsjusza. Rejs pod pretekstem osuszenia żagli. W niedzielę ściągnąłem żagle, a wczoraj już wyciągnąłem łódkę na brzeg, gdzie postoi do wiosny. Stawiam na to, że w roku 2008 wiosna zawita do nas już w połowie marca! :-)))
-
Gość: kkk, *.ericpol.com
2011/06/03 11:43:33
Hej,

dopiero teraz trafiłem na ta relację, ale muszę przyznać, że bardzo fajna i ciekawa.

Pozdrawiam,
K.