RSS
piątek, 26 stycznia 2007
Upadek obyczajów wśród polityków i „niezależnych” dziennikarzy :-(

Jak sądzicie, kto jest winien tego co się w Polsce dzieje? Ten upadek obyczajów, ta nienawiść, ten brak szacunku dla prawa, ale i dla wszelkich już autorytetów? 

Stawiam tezę, że jest to praca zbiorowa, ale zaczęło się wszystko od:

1. Afery Rywina, gdzie winnymi są:

a) Rywin

b) ten kto go wysłał do Michnika

c) Michnik – GW winna była opublikować to natychmiast, zawiadamiając nie tylko Millera ale i prokuraturę, albo uznać, że Rywin to zwykła dupa (lub hucpiarz) nie negocjator /czyli przyjąć interpretację dla niego, ale i dla siebie, najkorzystniejszą/,  i nic nie robić.

2. Millera, który okazał się wyjątkowym dupkiem:

a) nie zrozumiał, że nie można dopuścić do powołania komisji sejmowej /ds. Rywina/ jeśli się w niej nie ma zapewnionej większości. A jeśli już taką komisję powoływać, to natychmiast zadbać o utworzenie większościowej koalicji w sejmie i w rezultacie w komisji…

b) najgorsze, że te dupki z SLD w ogóle nie uczyły się na błędach. Po katastrofalnych dla siebie doświadczeniach z komisją do sprawy Rywina, dopuścili do powstania 2 następnych, gdzie również byli w mniejszości /kaczki wyciągnęły właściwe wnioski i dlatego nie chcą teraz rządów mniejszościowych PiS. Opozycja nie może więc powołać komisji do rozwalcowywania rządzących.../ :-)

Takie były początki. Tak ruszała lawina, która zmiotła SLD ale i przy okazji dobre obyczaje w mediach i polityce…

Media i politycy uznali, że wszystkie chwyty, każda insynuacja jest dobra, byle tylko dokopać lewicy. A potem, jak już tej lewicy zabrakło (wylądowała na marginesie), język i chamskie obyczaje pozostały. Tylko że teraz prawicowe hieny gryzą się nawzajem…

 

12:21, taziuta
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 stycznia 2007
Opowieść o ryczących czterdziestkach :-)

Od razu uprzedzam, że nie jest to opowieść o rozwydrzonych czterdziestolatkach :-)

Tytuł pochodzi od nazwy wiatrów wiejących na południu kuli ziemskiej, poniżej 40 równoleżnika, które potrafią generować fale ok. 20 metrowe, a w porywach jeszcze większe.
Jak już wspominałem, na przełomie 1986/87 pływałem na tankowcu wożącym ropę z Zatoki Perskiej do Rep. Płd. Afryki. Pracowałem w maszynowni jako III mechanik, choć tak naprawdę to miałem obowiązki IV (którego nie było na tym statku). W każdym razie poza różnymi okazjonalnymi obowiązkami związanymi z remontami czy przeglądami eksploatacyjnymi różnych mi podległych urządzeń, podstawowym moim zadaniem na wachcie było pilnowanie równowagi ciśnień i temperatur kotłów oraz utrzymywanie zadanej/żądanej przez mostek prędkości statku. W normalnych warunkach pogodowych nie było to zbyt absorbujące zajęcie, bo ograniczało się do kontrolnego spoglądania na wskaźniki, jako że wszystkiego tego pilnowała automatyka.
Innymi słowy, zwykle nie miałem tam nic do roboty :-)

Co innego w czasie przejścia pod Afryką. Na szczęście nie każdego, ale w czasie jednego z nich trafiliśmy na wyjątkowo silny sztorm i fale, które bujały naszym 300 metrowym tankowcem (330.000 ton wyporności) jak kilkumetrową łódeczką. Pływałem wcześniej na mniejszych statkach na Zatoce Biskajskiej i tam też doświadczyłem podobnego miotania, ale nigdy bym nie podejrzewał, że 300 metrowy statek może stawać dęba! Nie wiem tak naprawdę, pod jakim kątem wdrapywał się na fale, czy z nich spadał, ale w mojej maszynowni efekt był taki, że automatyka zgłupiała, do szczętu.           I za sprzężenie zwrotne musiałem robić ja…

Żeby w pełni zrozumieć na czym polegał mój/nasz problem, koniecznych będzie kilka słów technicznego objaśnienia. Statek miał napęd turbo-parowy. Para o temperaturze ponad 500 stopni Celsjusza i ciśnieniu ok. 60 atm., kierowana była na łopatki turbiny napędzającej wał ze śrubą. Aby statek mógł płynąć naprzód i zachować sterowność, konieczne było stałe utrzymywanie w/w parametrów pary. Kocioł był opalany podgrzanym mazutem (nie zawsze kradzionym :-), który był wtryskiwany do przestrzeni spalania za pośrednictwem palników. Na co dzień palnikami sterowała automatyka, która je włączała lub wyłączała, w zależności od poziomu/równowagi wody i pary w kotle. Ale w czasie sztormu, kiedy poziom wody w kotle, w wyniku przechyłów przód/tył, skakał góra/dół jak wariat, żadna automatyka (ze swoją zwłoką w reakcji) nie była w stanie za nim nadążyć. Innymi słowy, palniki były wywalane przez czujniki…

A jak palniki nie palą, to ciśnienie pary leci na pysk, poziom wody w zbiorniku podnosi się i ogólnie robi się do dupy. Nawet w normalnych warunkach, a co dopiero w czasie sztormu, gdy płyniesz wzdłuż brzegu i jak utracisz sterowność to wylądujesz na skałach, jeśli się wcześniej nie przełamiesz na falach, bo wtedy wylądujesz na dnie!

I teraz wyobraźcie sobie biednego mechanika, z obłędem w oku stojącego w rozkroku przed pulpitem, na którym znajduje się kilkaset lampek, wskaźników, przycisków i pokręteł.
Wiecie co?! Tego nie da się opowiedzieć! Można go jedynie porównać do pianisty, którego dłonie przebiegają po klawiaturze (tj. po kilku na raz), nie ustając ani na chwilę. Ręczne (tj. na pulpicie) włączanie i wyłączanie palników, włączanie i wyłączanie różnych pomp, otwieranie i zamykanie zaworów, a wszystko to w reakcji na wskazania szalejących wskaźników. Z pełną świadomością, że jak się nie nadąży to statek stanie.
A jak stanie, to…

Tak wyglądało całe 4 godziny mojej pierwszej sztormowej wachty na tankowcu. Udało się wówczas i udało się za każdym następnym razem, ale wierzcie mi, że za tym pierwszym razem wyszedłem z wachty mokry! :-)

10:50, taziuta
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 stycznia 2007
Deubekizacja to namnażanie frustratów - wyborców PiS...

Jak się czyta takie teksty, to w pierwszym odruchu człowiek gotów się zgodzić:

"Re: Ujazdowski: Ustawa "antyubecka" to nie zemsta
Autor: wejsunek
Data: 11.01.07, 12:34 + dodaj do ulubionych wątków
--------------------------------------------------------------------------------
o 19 lat za późno i kolejność pomylona.... przez ostatni rok wychodziło na
to ,że gorsi byli ci którym ubecja załozyła teczki niż ci co je zakładali..
Ale po prawdzie też mi się scyzoryk w kieszeni otwiera jak ubecy mający po parę tysięcy emerytur porządnym ludziom dziś śmieją się w nos..."

Ale po zastanowieniu dochodzi do wniosku, że przecież PiS nie może być aż tak głupi żeby wierzyć, że uda im się "zdeubekizować" Polskę. W każdym razie tak długo, jak długo należymy do Unii Europejskiej...

No to o co chodzi, z tą deubekizacją? To proste! 

Najpierw (po 17 latach) rozbudza się lustracyjną histerię, a potem (na pozór logicznie, bo jak się powiedziało A, to teraz trzeba powiedzieć B) brnie się w tej głupawce dalej, żądając pociągnięcia do odpowiedzialności tych, którym TW donosili. Cynicy z PiS robią to z pełną świadomością, że niczego tu nie osiągną poza dodatkową frustracją obywateli z powodu niemożności zastosowania odpowiedzialności zbiorowej (tym którym można coś udowodnić przecież zakłada się sprawy, więc nie o nich tu chodzi).

Dodajmy, że zwykły ubek nie ma kilku tysięcy emerytury. Kilkutysięczne emerytury mają szefowie, czyli menedżerowie, a takim nigdy winy się nie udowodni, bo od brudnej roboty mieli pomocników. Innymi słowy histeria podbijana przez PiS do niczego poza zwiększeniem frustracji ludzi nie doprowadzi. I nie szkodzi, więcej, o to przecież chodzi! 

Bo to frustraci właśnie głosują na PiS! :-)

15:54, taziuta
Link Dodaj komentarz »