RSS
środa, 28 lutego 2007
Dzień drugi - czyli lektura menu restaracyjnego zamiast śniadania

Posiłki dnia drugiego:
1. Śniadanie - kawa z jedną kostką cukru
2. Lunch – polędwica z indyka + jogurt bez cukru;
3. Duży befsztyk i sałata z oliwą i cytryną + jabłko.

  

Zacznę od notowań:

Waga ok. godz. 03.00 (pora wypuszczania na dwór któregoś z piesków, tj. tego który akurat zadrapie w drzwi):

- 1.200 g (słownie: minus tysiąc dwieście gram) w 24 godz.! :-)

Ładny spadek, ale po drodze był basen przed pracą (50 x 25 m w możliwie szybkim tempie).

W drodze z basenu do pracy (jechaliśmy z żoną jej samochodem, bo mój w warsztacie) usłyszeliśmy w TOK FM reklamę restauracji Rubikon, w której wspomniano o moim ulubionym winie Barolo, i podano adres ich strony internetowej. Połączyłem się więc szybko z palmtopa z tą stroną i zacząłem na głos czytać ichnie menu. Wystarczyło nam akurat na całą drogę do pracy, zamiast śniadania właściwego... :-)

Menu restauracji Rubikon 

Wczoraj Szef Kuchni polecał:
1. Krem czosnkowy
2. Ravioli sandaczowo-krewetkowe
3. Papardella z borowikami
4. Eskalopiki cielęce w sosie gorgondzola
5. Okoń morski z warzywami z grilla

Na pewno jesteście ciekawi, czy serwują również jagnięcinę?
Otóż tak! Serwują - Comber jagnięcy w pistacjach, i do popicia oczywiście Barolo! :-)

I pomyśleć, że mam być w Warszawie już jutro.
Za wcześnie! Dieta mi się skończy dopiero za półtora tygodnia... :-(

Po pracy pojechałem do warsztatu odebrać samochód. I już wiem dlaczego samochody winno się wymieniać co 3-4 lata. Mój ma ponad 5 lat i 200.000 tys. km przebiegu. Piątkowy przegląd (z wymianą tarcz hamulcowych i jakichś drobiazgów) kosztował 1.800 zł. Wtorkowa wymiana alternatora i jakichś drobiazgów kosztowała następne 1.800 zł. Przy tej okazji znaleźli mi następne usterki, do których zaproponowali zamówienie części i wymianę, w sumie za ponad 4.200 zł. Razem ponad 8.000 zł. Za te pieniądze kupiłbym sobie nowy stary samochód!...

A po południu, coby nie pić (alkoholu), nie jeść i nie spać, poszliśmy z wodą na film „Królowa”. Film jak film. Ale aktorka rzeczywiście b. dobra. Ubrana lepiej od oryginału, chociaż to żaden szczególny wyczyn...

Kolega Awersja stwierdził (na forum PiS w MO), że raczej poczeka na remake filmu "Matki królów" z panią Kaczyńską w roli tytułowej... :-)

I tak minął dzień…

07:23, taziuta
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 lutego 2007
Dieta kopenhaska - dzień pierwszy, czyli woda syci! :-)

Zacząłem wczoraj rano, zapomniawszy się najpierw zważyć, ale nie szkodzi, nadgoniłem to dzisiaj.
Dieta jest bardzo prosta - jak tylko poczujesz głód, łyknij szklankę wody!
Chodzi oczywiście o głód między posiłkami...

Posiłki dnia pierwszego:
1. Śniadanie - kawa z jedną kostką cukru i tyle wody na ile masz ochotę...
2. Lunch - brokuły gotowane + 2 jajka na twardo + pomidor;
3. Duży befsztyk i sałata z oliwą i cytryną.
I chwatit'!

Przekąski? - skolko ugodno, ale w postaci szklanki wody...
Alkohol, w dowolnej postaci? - za dwa tygodnie, jako że dieta trwa 13 dni.

Cel - oczyścić organizm, przy okazji trochę schudnąć, ale przede wszystkim odwyk od alkoholu. No bo jak człowiek wytrzyma przez 2 tygodnie, to chyba nie jest nałogiem? :-)

W moim przypadku to już chyba można nazwać tradycją. Podobną "katorgę" przeszedłem rok temu - straciłem wówczas ponad 6 kg. I tak trzymałem aż do Gwiazdki, czy do wielkiego żarcia, którego postaram się uniknąć w tym roku.

Jak na razie, w pierwszym dniu, w ogóle nie brakowało mi alkoholu. Natomiast ledwo wysiedziałem w pracy, tak mi było brak kawy. W zamian wypiłem ponad 2 litry wody mineralnej, co wraz z sutym lunchem uczyniło mnie ciut ociężałym.  W którymś momencie wziąłem się więc za zaległe robótki, co wiązało się z wyjazdem do Castoramy po jakieś drobiazgi, i jakoś wytrwałem do 16-tej...

Po pracy wsiadłem w samochód i zauważyłem, że nie ma ładowania akumulatora. Podjechałem więc do warsztatu i rzeczywiście, okazało się, że alternator wysiadł. W poniedziałek(!), a w piątek samochód był u nich na przeglądzie. Hmm, dziwne... Na szczęście mieli zapasowy (kolejny zbieg okoliczności? - zaczynam gadać jak pisior, ale trudno się oprzeć :-), więc do domu wróciłem taksówką. Jutro mi wymienią...

Na obiad pyszna polędwica wołowa, tzw. one minute steak i mnóstwo sałaty zielonej z oliwą i cytryną. I woda. A potem drzemka poobiednia, i znów woda. Później trochę TVN24 (TVPiS nie oglądam z przyczyn ode mnie niezależnych, tj. mam uczulenie...), trochę w necie, SK, dwie strony książki i nini... Acha, po drodze zdążyłem zadać na moim forum pytanie, czy pogonią Wildsteina, czy nie pogonią. I godzinę później był pogoniony. Teraz mnie proszą, żebym zadał pytanie, czy pogonią kaczki, czy nie pogonią...

Postanowiłem, że to opiszę. Ta dieta to żadna katorga, ale mam nadzieję, że prowadzenie zapisków pomoże mi dotrwać do końca...

Dzień drugi zacząłem wcześnie, tj. o 03.30, bo się wyspałem po południu. Moim pierwszym zajęciem w dniu dzisiejszym, poza pobuszowaniem po necie, będzie wyprawa na basen. Pływamy z żoną we wtorki, czwartki i soboty od siódmej do ósmej, przed pracą. A potem znowu cały dzień bez kawy (poza poranną przed basenem)...

04:37, taziuta
Link Dodaj komentarz »