RSS
sobota, 18 listopada 2006
Przeprowadzka...

Nowy wpis zacznę od usprawiedliwienia przydłuuuugiej przerwy we wpisach.

(przy tej okazji dziękuję Paniom bikej5, bio.mum i isa.stern, które (częściowo nie wspólnie i bez porozumienia :) zmobilizowały mnie do kontynuowania bloga. :-)

1. Otóż blog założyłem jak się byłem wkurzyłem na te izraelskie małpy napadające na bezbronnych dzikich. Ale szybko się okazało, że dzicy nie są aż tacy bezbronni, a na pewno mają jaja i czemuś nie chcą się poddać i uznać racji Panów W (nie tak  znowu twardych) Czołgach, a poza tym dość celnie rzucają dzidami, i Izrael sobie odpuścił. :-)))

2. A polskie piekiełko już mnie tak nie rajcuje. W każdym razie nie mam już na nie
(mam nadzieję, że tylko chwilowo) tyle czasu ile bym chciał... 
 

Przeprowadzka.

I tu przejdę do sedna tego wpisu, czyli do przeprowadzki.

Zacznę od wyjaśnienia, że w firmie którą kieruję występuje sezonowość sprzedaży, czyli jej spiętrzenie przed Bożym Narodzeniem. Szajba zaczyna się od września, a w tym roku, jakby tej szajby było mało, właśnie zmieniła się  organizacja mojej firmy. Rozwiązaliśmy umowę z firmą, która świadczyła nam usługę magazynową i konfekcjonowania oraz pakowania wysyłek do odbiorców, i postanowiliśmy sami sobie tę usługę zacząć świadczyć. Znaleźliśmy nowe lokum, nie na samo biuro (jak dotychczas) ale tym razem na biuro z magazynem, i przeprowadziliśmy firmę. :-)

Brzmi prosto? Wierzcie mi, nie było/nie jest to wcale takie proste…

Zanim przejdę do szczegółów, od razu informuję, że ciągle walczę z nowym magazynem… Na razie okazało się, że dupa ze mnie nie organizator, bo sam fizycznie od 3 tygodni zaiwaniam od rana do wieczora, układając kartony na półkach. Ale od najbliższego poniedziałku dwójka naszych magazynierów dostanie do pomocy studenta i niech on z nimi zaiwania, za mnie! A ja może znowu znajdę czas na bloga? W każdym razie po Gwiazdce, czyli jak nam się skończy sezon :-)

A co do szczegółów, to z perspektywy kilku tygodni nie są one już aż tak zabawne, jak się na bieżąco wydawały… Wiele mi też (już) umknęło. Nauczka, że jak się chce coś zachować, to trzeba od razu zapisać :-)

Telefony i Internet firmowy.

Najbardziej bałem się przenosin numerów telefonicznych i dsl. Pamiętałem z poprzedniej naszej przeprowadzki (samego biura), sprzed kilku lat, że TP S.A. to państwo w państwie. Tym razem okazało się jednak, że to prawie cywilizowana instytucja. Wystarczyło złożyć wniosek 30 dni przed przeprowadzką. Poprosiliśmy w nim o odłączenie 3 numerów telefonów (2 miejskie na ISDN i faks) plus dsl (Internet) określonego dnia (tj. 27.10.06) i podłączenie ich tego samego dnia na nowym adresie. W miarę zbliżania się tej daty robiliśmy się coraz bardziej nerwowi, jako że przy poprzedniej przeprowadzce wylądowaliśmy w nowym biurze bez telefonów i Internetu na okres prawie 2 tygodni…

Ale tym razem dzięki intensywnemu wyprzedzającemu wydzwanianiu do wszystkich możliwych biur i służb tej szacownej instytucji, udało nam się doprowadzić do wizyty 2 monterów od telefonów w naszym starym biurze precyzyjnie w dniu 27 października! Nie myślcie jednak, że przyjechali oni celem odłączenia i podłączenia telefonów. Owszem, rozłączyć byli gotowi natychmiast, natomiast co do podłączenia to przyjechali dopiero celem sprawdzenia, czy na nowym miejscu są możliwości techniczne, do podłączenia. Szczena opada! :-(

No więc pojechaliśmy na nowe miejsce…

I okazało się, że nasze nowe biuro z magazynem znajduje się w świeżo zaadaptowanym pomieszczeniu, w którym wcześniej nie było telefonów, ups... Innymi słowy, brak możliwości technicznych!

Jest piątek po południu, od poniedziałku musimy dalej pracować, ale przecież bez telefonów i Internetu to niemożliwe… :-(

Zapytałem monterów – i co teraz?

No, brzmiała odpowiedź, przekażemy tę informację do centrali, która przyśle tu w ciągu 2 tygodni ekipę do pociągnięcia odpowiedniego kabla, no i wtedy podłączymy…

Dzięki Bogu, udało się ich jednak namówić aby pociągnęli ten kabel prywatnie, w sobotę. A w poniedziałek, już służbowo, podłączyli wszystkie numery! Wow, prawie Europa! :-)

I dzięki temu, od poniedziałku byliśmy gotowi do pracy. Tzn., bylibyśmy, gdyby nie stary magazyn…

Stary magazyn…

Rozstaliśmy się z firmą, która świadczyła nam usługę magazynową, bo mieliśmy ich dość. Nieważne (w tym momencie) dlaczego. W każdym razie na spotkaniu z ich dyrekcją na kilka tygodni przed przeprowadzką omówiliśmy harmonogram przygotowania naszego towaru do wydania. Kiwali mądrze głowami, i notowali. I my im głupi uwierzyliśmy, że zrozumieli, co i kiedy mają zrobić. Gorzej, nie podpisaliśmy z nimi (zrazu) żadnej notatki z tego spotkania…

No i przyszedł piątek 27-go października, kiedy mieli przewieźć towar na nowe miejsce. Mieli…

A tak naprawdę okazało się, że ich kierownik magazynu, odpowiedzialny za nasz asortyment, wziął i uciekł na chorobowe. I żaden towar nie został spakowany. Nie był też spakowany w poniedziałek. Nie był również we wtorek. A w środę był 1 listopad, więc byli usprawiedliwieni.

Pierwszą dostawę otrzymaliśmy dopiero w czwartek, 2-go listopada. Kilka procent całości (nie rotujące starocie, które miały być spakowane 16 października)...

Na szczęście teraz mamy już na nowym miejscu prawie wszystko. Poinformowaliśmy ich, że w poniedziałek sprzedamy im wszystko czego nam do piątku 17 listopada nie wydali… :-)

cdn. :-)

22:11, taziuta
Link Komentarze (5) »