RSS
sobota, 30 grudnia 2006
Wojna w Sanatorium...

Opowiem Wam, tu bywałym, o wojnie w sanatorium. Co nazywam sanatorium, to już gdzieś wyjaśniałem, ale przypomnę jeszcze raz, tym mniej oczytanym. Otóż sanatorium nazywam statek/statki, na których pływałem w charakterze oficera mechanika. Mechanik, niezależnie od stopnia, ma (miał, za moich czasów) do pomocy od jednego do kilku motorzystów lub asystentów, czy dejmanów. A jak ma się dobrych ludzi i dobrze zorganizuje im pracę, to (będąc oficerem) nie musi się na statku robić praktycznie niczego. Poza nadzorem nad swoimi ludźmi, ale to przeca pryszcz, skoro są dobrzy i znają się na swojej robocie! :-)

I dlaczego jeszcze przyrównuję to do sanatorium? No bo ma się regularne
posiłki serwowane przez miłą obsługę, w czasie 4-ro godzinnej wachty się śpi lub czyta książkę, a następnie 8 godzin wolnego, w którym to czasie odsypia się wachtę lub czyta książkę, lub gra w szachy czy karty. Raz w tygodniu wypija się kilka drinków z innymi kuracjuszami, i tak w koło macieju… I nie zapominajmy o tym, że nie dość, że przy okazji zwiedzasz świat, to jeszcze ci za to płacą!

No więc spędziłem na morzu bite 48 miesięcy, czyli połowę z 96 miesięcy zatrudnienia w różnych flotach handlowych (drugą połowę tego czasu spędziłem na lądzie, głównie urlopując :). I mniej więcej w środku tego okresu wylądowałem na 300-metrowym norweskim tankowcu, który woził ropę z Zatoki Perskiej do RPA (wówczas jeszcze objętej sankcjami ONZ, sic!).


Był rok 1986, Wojna w Zatoce Perskiej w pełnym rozkwicie…
Walczyły ze sobą Irak i Iran. Między innymi w ten sposób, że (jak do kaczek) strzelały rakietami do tankowców wożących ropę przeciwnika.  Moi Norwegowie wozili ropę iracką i z różnych emiratów, do których armator odważył się nas posłać. Odważny człowiek, to był! Na pięć jego tankowców, cztery dostały rakietami…
Ja byłem na tym piątym. :-)


Pewnego razu armator wysłał nas do jakiegoś Kataru czy czegoś w tej podobie (była noc, a statek w pełnym zaciemnieniu, więc trudno było się zorientować :). W dzień chowaliśmy się wśród skał, udając jedną z nich, a w nocy, bez świateł, przemykaliśmy się tuż przy brzegu, cały czas myśląc, czy to dziś będzie ten dzień/noc?...


W każdym razie, wszystko się dobrze skończyło, ale z jakiejś przyczyny wpompowano nam tylko połowę naszej nośności czyli ok. 150.000 tys. ton, na 330.000 możliwych, i zawrócono do wejścia do Zatoki, na kotwicowisko przy jakiejś irańskiej wyspie, któej nazwy nie pomnę. Tam staliśmy około 2 tygodni, czekając na pozostały ładunek z wahadłowca (tacy kamikaze, którzy pływali w głąb zatoki i przywozili ropę takim jak my, „pod ochroną”, czekającym w bezpiecznej strefie). No więc staliśmy sobie w gronie kilkudziesięciu tankowców, wszystkie w pełnym oświetleniu, jak w jakim wesołym miasteczku, aż pewnego dnia, ok. 17-tej dostaliśmy polecenie podniesienia kotwicy i w drogę do RPA. Byliśmy ciut zdziwieni, no bo mamy tylko połowę ładunku, czekaliśmy 14 dni, czemu nie poczekać jeszcze trochę? No ale rozkaz to rozkaz.

Wypłynęliśmy poza zatokę i w wiadomościach o 22-giej usłyszeliśmy, że nasze kotwicowisko u ujścia Zatoki, na którym wszystkie statki czuły się tak bezpiecznie, zostało o 20-tej (3 godziny po naszym wyjściu stamtąd!) zaatakowane rakietami przez irackie Mirage, które po raz pierwszy doleciały tak daleko, dzięki małej pomocy Francuzów, którzy pomogli Irakijczykom rozwiązać problem tankowania w powietrzu.
Trafiono kilkanaście statków, z czego 2 zatonęły…

Od tego momentu wiedzieliśmy, że nasz armator musi mieć jakieś układy z
Irakijczykami. Natomiast nadal nie wiedzieliśmy dlaczego akurat nasz statek
(jeden z pięciu) był pod szczególną opieką tego dzielnego człowieka.


Dowiedziałem się o tym już po zakończeniu mojego kontraktu, z polskiej prasy.
Ale o tym opowiem przy innej okazji :-)

08:42, taziuta
Link Komentarze (3) »
Bush zawinił, Husajna powiesili...

A kiedy zostanie podobnie potraktowany pan Bush, któremu jego Bóg kazał napaść na Irak i obalić Husajna? Bo wiecie, mój Bóg mi mówi, że Husajn miał na sumieniu o wiele mniej istnień ludzkich niż p. Bush w Iraku, a więc nie powinien był zasłużyć na gorszy od niego los…

Wszystkim oburzonym naiwnym przypominam, że Husajn był OK. dla Stanów, dopóki jadł im z ręki. I jakoś jego zbrodnie wówczas jankesom nie przeszkadzały, tak jak im nie przeszkadzały zbrodnie Pinocheta, któremu pozwolono umrzeć we własnym łóżku. Bo dbał o interesy USA (i swoje, jak się teraz dowiadujemy).

Amerykanie popełnili zbrodniczy błąd napadając na Irak i detronizując Husajna. Teraz musieli go zabić, aby móc się wycofać. Nie mogli póki Husajn żył, no bo dopiero byłby to obciach dla USA, gdyby Irakijczycy przywrócili Husajna co władzy…

07:26, taziuta
Link Komentarze (9) »
wtorek, 12 grudnia 2006
Mój głos w sprawie 25 rocznicy wprowadzenia SW

Pinochet uczynił jedną dobrą rzecz w swoim życiu, jak dla mnie.  Umarł na 3 dni przed 25 rocznicą wprowadzenia Stanu Wojennego w Polsce. Dzięki temu aż się prosi o porównanie tych dwóch dyktatur. Widzimy, że Jaruzelski to aniołek w porównaniu do Pinocheta. I że samo porównywanie tych dwóch postaci jest de facto obrazą dla Jaruzelskiego, który jest prawdziwym patriotą, podczas gdy Pinochet to interesowny zbrodniarz...

Zamieściłem mój komentarz na forum Kraj GW. W pierwszym poście użyłem odrobinę niezręcznego sformułowania, na którą to niezręczność zwrócił mi uwagę jeden z moich przyjaciół, i dlatego tu je doprecyzuję.

Pisząc o ofiarach, które próbowały się postawić w Wujku, miałem na myśli ofiary Stanu Wojennego, które tam stawiły opór. Ofiary nie są oczywiście winne temu, że zginęły. Wg mnie winna jest Solidarność, która zmusiła Jaruzelskiego do ogłoszenia Stanu Wojennego...

Ponad połowa Polaków uważa, że dzięki SW uniknęliśmy wojny domowej i wielu tysięcy zabitych. Też tak uważam, i cieszę się że oszczercy, którzy nazywają Jaruzelskiego zdrajcą są w mniejszości! :-)

http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=53766799&s=0

20:56, taziuta
Link Komentarze (1) »
czwartek, 07 grudnia 2006
Założyłem forum PiS w MO :-)

Pełna nazwa nowego forum to Pory i Selery w Morskich Opowieściach.

Dopuszczalne skróty to PiS w MO lub PISMO.

Forum zostało zamknięte, jak zaczęły się na nim pojawiać nie zaproszone osobniki z FK. PiS w MO nie ma ambicji konkurowania z FK, ani z innymi forami, jeśli o to chodzi. :-)

Forum PISMO to miejsce gdzie można podyskutować na bieżące tematy, pobawić słowem, czy po prostu odprężyć po ciężkim dniu, a nie narażać na dodatkowy stres/ryzyko spotkania ludzi, którzy napadają Cię za bezdurno, bo im się nie podobają Twoje poglądy, lub opatrznie Cię zrozumieli, lub bo lubią napadać, dla napadania...

Na forum nie są wpuszczane osoby bez wielomiesięcznej historii wpisów na forach GW. Innymi słowy, osoby których poglądów i stylu, ani poczucia (rodzaju) humoru nie mamy jak zweryfikować.

Wstęp tylko za zaproszeniem:

http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=44771

00:10, taziuta
Link Komentarze (1) »