RSS
piątek, 11 sierpnia 2006
Amerykanie chcą się wycofać z Iraku...

Irak: czas na plan B

Thomas L. Friedman, "New York Times"
11-08-2006, ostatnia aktualizacja 10-08-2006 14:34

Felieton Thomasa Friedmana z "New York Timesa"

http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,3541449.html

Spodobał mi się /zacytowany poniżej/ wpis pod pod tym tematem. Podpisuję się oburącz pod stwierdzeniem, że terroryzm jest skutkiem naszego postępowania. Ale nie sądzę, żeby Amerykanie się kiedykolwiek z tym zgodzili. Oznaczałoby to, że 11/09 sami na siebie sprowadzili…

O starych Polakach i o karabinach
Przeczytaj komentowany artykuł »
Autor: sirus_curse
Data: 11.08.06, 04:07

 

 

Czego w tym wszystkim nie rozumiem, to tego ciaglego upokarzania Arabow i
konsekwentnie calego swiata muzulmanskiego. Gdzies w konsekwencji pierwszej
wojny swiatowej zwyciescy alianci zniesli w pokonanej Turcji sultanat i z
rozpedu takze kalifat. Od tego momentu Islam przestal byc religia centralnie
sterowana (jak np. katolicyzm) i stal sie religia demokratyczna. Co tam gdzies
jakis mulla zaspiewa, mozna to naglosnic i ciagnac z tego profity, mowiac, ze to
glos calego Islamu. A to nieprawda. Islam, jak kazda religia sluzy
przedewszystkim zapewnieniu pokojowego wspolzycia. Przy czym mozna go przekrecac
i traktowac na opak. Ale to nie jest istota Islamu. Od czasu Lawrence'a z Arabi
przyzwyczailismy sie traktowac Arabow jak duze dzieci, ktorym mozna pokazac, do
czego maja strzelac, a oni beda strzelac. Blad. Analfabetyzm w krajach arabskich
spada gwaltownie, Arabowie koncza europejskie i amerykanskie uczelnie, Arabowie
chcieliby nie byc prowadzeni przez bialych za raczke. A mimo to ciagle myslimy w
kategoriach kolonialnych. Oni (a szczegolnie ich ropa) potrzebuja naszej opieki.
Bo bez nas zrobia sobie krzywde, albo sprzedadza rope nie temu co trzeba.
W kulturze arabskiej bardzo duze znaczenie ma dane slowo. Pewno z tego powodu
nie moze sie tam przyjac demokracja typu anglosaskiego, bo wybrany musialby sie
trzymac danego w kampani wyborczej slowa. Tak czy inaczej dane slowo ma tam duza
wartosc. Co robi zachod w tamtym rejonie? Klamie, wyrzeka sie danego slowa,
przekreca, oszukuje. Kto jest winien? No oni przeciez. Ich wiernosc do danego
slowa powinna byc wielkim plusem dla naszych dyplomatow. Ale nasi dyplomaci maja
zupelnie inne plany, a mianowicie, jak tu znalezc nowy pretekst do nowej wojny.
Nie uwazam terroryzmu za przyczyne naszych problemow. Terroryzm jest skutkiem
naszego postepowania. Irak jest najlepszym przykladem. Kraj, ktory byl jak
najdale od terroryzm, stal sie po jego pacyfikacji przez Amerykanow wylegarnia
oporu czy tez jak kto woli terroryzmu.
Jest mi dokladnie wszysko jedno, czy Amerykanie tam zostana, czy stamtad
czmychna. Rozbitej porcelany juz nie naprawia. I jesli wchodzac do autobusu bede
musial otwierac torbe, a dzwoniac do dziewczyny bede mial swiadomosc, ze rozmowa
jest kontrolowana, to bede wiedzial, komu to zawdzieczm. No ale tym kosztem, i
dzieki temu, mamy na otarcie lez tania benzyne. Czy tylko mi sie wydaje?

18:37, taziuta
Link Dodaj komentarz »

Udaremniono bezprecedensową, międzynarodową akcję terrorystyczną

Brytyjska policja udaremniła terrorystyczny spisek na "bezprecedensową skalę" mający na celu wysadzenie samolotów lecących z Wielkiej Brytanii do USA. Spisek miał zostać zrealizowany wkrótce. Brytyjskie służby aresztowły 21 osób. Jak dowiedziała się ABC pięciu terrorystów jest wciąż na wolności i są intensywnie poszukiwani…”

Śledztwo trwało kilka miesięcy. Aresztowania nastąpiły dzisiaj. Dzisiaj też news ten zabił wszystkie inne. Od razu nasuwa się pytanie – dlaczego te aresztowania nastąpiły dzisiaj, a nie wczoraj czy jutro? Co to znaczy, że spisek miał być zrealizowany wkrótce? To znaczy jutro, czy za tydzień, czy za miesiąc?

Dlaczego tak ważne było aby właśnie dzisiaj ogłosić światu, że udało się udaremnić zbrodnię na niewyobrażalnie wielką skalę? Czy nie ma to żadnego związku z tym, że dzisiaj w nocy kolumny izraelskich czołgów wjechały do Libanu i dokonują tam regularnego podboju tego kraju? Ani z tym, że Wlk. Brytania wraz z USA trzymają stronę Izraela? Pewnie nie...

Uff, jakie szczęście, że nic się nie stało. Udało się zapobiec zbrodni. A news jak znalazł :-)

taziuta, czwartek, 10 sierpnia 2006 Opublikowany

11:57, taziuta
Link Komentarze (3) »
czwartek, 10 sierpnia 2006
Bliski Wschód, tj. Izrael vs. Liban, ale nie tylko

Nie mam jakiejś pogłebionej wiedzy historycznej na temat źródeł konfliktu bliskowschodniego (zostawiam to hobbystom), natomiast  czytam gazety i słucham przekazów, oraz oglądam relacje telewizyjne z BW już od prawie 40 lat. Mój pogląd na ten temat został więc ukształtowany w dużym stopniu przez propagandę PRL. Szanownego czytelnika proszę o wzięcie na to stosownej poprawki. :-)

W dyskusji dot. BW na forum GW ścierają się głównie dwie grupy forumowiczów, tzw. "syjoniści" i "antysemici" (często również oryginały), plus dopisują się zdroworozsądkowcy (do których ja sam siebie zaliczam, choć przyznam, że często, niesłusznie(!), jestem traktowany jak zwolennik jednej ze stron...). Rozwinięcie tutaj moich poglądów na temat BW służy wykazaniu, że nie preferuję żadnej ze stron, i że staram się ważyć ich racje. Zdrowy rozsądek czyni ze mnie pacyfistę. :-)

Do rzeczy. Otóż uważam, że kilkadziesiąt lat krwawych odwetów za zemstę, za odwet za zemstę za odwet, dobitnie wykazało, że to do niczego nie prowadzi. Konflikt jak trwał, tak trwa... Wielu forumowiczów twierdzi, że Arabowie nie rozumieją innych argumentów, niż argument siły. Wygląda jednak na to, że argumentu siły też nie rozumieją, skoro  mimo wielokrotnych "nauczek", Arabowie wciąż nękają Izrael czy to zamachami terrorystycznymi, czy rakietami.

Jeśli więc siłą nie udaje się rozstrzygnąć sporu, a nie udaje, to należy spróbować się dogadać. Ale aby móc się dogadać, należy najpierw spróbować zrozumieć racje przeciwnika. Zrozumieć racje wcale nie oznacza, że się je podziela! Jednak bez tego zrozumienia racji często trudno pojąć, dlaczego to co my proponujemy może być dla przeciwnika nie do przyjęcia, mimo że nam się wydaje tak oczywiste.

Teraz kilka truizmów, choć niestety też nie dla każdego są to truizmy…

1. Obie strony mają prawo do obrony.

2. Obie strony konfliktu oskarżają drugą stronę o chęć unicestwienia przeciwnika. Wywodzą stąd swoje prawo do wyprzedzającego unicestwienia przeciwnika zanim on nas unicestwi. Zdaje się zresztą, że Izrael właśnie wciela swoją chęć w życie, dając kolejny argument przeciwnikom...

3. Obie strony edukują swoje dzieci i całe społeczeństwa w duchu przygotowania do obrony przed śmiertelnym zagrożeniem ze strony przeciwnika, robiąc jednocześnie sobie wzajemnie z tego wyrzut.

4. Obie strony również używają argumentu, że ginący cywile przeciwnika tak naprawdę to sami sobie są winni, bo sami wybrali swoich rządzących, nastawionych na rozwiązania siłowe, a nie pokojowe. Gdyby powstrzymali swoich jastrzębi, to cywile by nie ginęli…

5. Obie strony mają możnych protektorów. Izrael jest wspierany przez USA, Hezbollah przez Iran i Syrię. Gdyby nie wsparcie protektorów, obie strony były by bardziej skłonne do kompromisu…

I tu się w zasadzie kończy lista tematów, co do których większość bezstronnych (jeśli tacy są) komentatorów zdaje się zgadzać. Reszta to różnice. I te różnice pewnie pozostaną niezależnie od tego ile kilometrów w głąb Libanu by się izraelska armia nie posunęła, czy ile jeszcze rakiet w kierunku Izraela nie wystrzeliłby Hezbollah.

Jestem Europejczykiem (a odkąd w Polsce wybory wygrali populiści, wstydzę się, że jestem Polakiem) i uważam oczywiście, że nasza cywilizacja europejska na głowę bije cywilizację muzułmańską. Wiele spraw wyróżnia nas na plus. Nie miejsce tu aby je wymieniać. Ale fakt przynależności do cywilizacji, która (przynajmniej werbalnie) wyznaje wyższe wartości, zobowiązuje. Zobowiązuje między innymi do tego aby nie stosować wobec cywilizacji stojącej na niższym stopniu rozwoju, jej metod. Noblesse oblige, szanowni Państwo… I dlatego od Izraela, który ponoć też podziela nasze wartości, oczekuję więcej niż od Arabów. I tyle.  

Mam żal do Izraela za jego przesadną reakcję na porwanie 1 żołnierza przez Hamas. Izrael uniemożliwił w ten sposób przeprowadzenie referendum dot. uznania jego prawa do istnienia (bał się efektu? Bo co jakby się okazało, że jednak Palestyńczycy nie odmawiają Izraelowi takiego prawa?). Izrael stracił unikalną szansę zawarcia pokoju z Hamasem, czyli z siłą, której nikt nie mógłby zarzucić ugodowości. Wygląda na to, że Izrael nie chciał takiego pokoju. Na pewno nie chcieli tego rządzący Izraelem, bo jak widać wystarczył byle pretekst aby takie rozmowy zerwać. A było przecież do przewidzenia, że ktoś takiego pretekstu dostarczy...

Teraz, z powodu porwania 2 żołnierzy przez Hezbollah, Izrael zrównuje z ziemią Liban. Przekonuje tym do swoich racji Arabów? Czy raczej znowu namnaża terrorystów?...

W związku  z powyższym twierdzę, że Izrael nie chce żadnych rozmów pokojowych. Izraelem rządzą jastrzębie, które mimo dziesięcioleci dowodów na niesłuszność tej tezy, nadal wierzą, że siłą można wygrać pokój. Z drugiej strony, władzę w Autonomii Palestyńskiej przejęli zaprzysięgli wrogowie Izraela. A teraz, dzięki napaści Izraela na Liban, również w Libanie rząd dusz przejmują śmiertelni wrogowie Izraela, czyli Hezbollah. Czy o to wam chodziło, Izraelczycy?

Albo przyjmiecie do wiadomości, że po drugiej stronie do rozmów siadają wasi śmiertelni wrogowie (zauważcie, że oni was też za takich uważają, a jednak są gotowi do rozmów), i musicie rozmawiać z takimi przedstawicielami społeczności arabskiej jakich ona sama sobie wybrała, albo musicie się liczyć, że rakiety będą wam spadać na głowy już zawsze. A wraz z rozwojem technologii, będą one coraz celniejsze. Zastanówcie się!

18:40, taziuta
Link Komentarze (7) »